Dużo się działo w tym roku, od fantastycznych chwil w Konstancinie z Bolkovem i Harvardem począwszy, przez wizytę u Hatza i latanie Lambadą, na fantastycznych pokazach lotniczych w Turbii skończywszy.

A potem był Płock, a jakby tego było mało, padł mi dysk, na którym trzymałam wszystkie zdjęcia z ostatnich 15 lat. Starszych zdjęć miałam back up, ale stanęłam oczy w oczy z wizją utraty wszystkich zdjęć z tego roku i bliżej nie określonej liczby obrobionych fot z lat poprzednich. Zostały mi także wspomnienia – niezapomnianej atmosfery ze Stalowej Woli i smutnych wydarzeń znad Wisły.

Po raz drugi odkąd zaczęłam robić zdjęcia, dostałam zdjęciowstrętu, zaczęłam się zastanawiać, na ile ma sens robienie przeze mnie zdjęć – bo prowadzenie przeze mnie bloga, przy częstotliwości wpisów, to na pewno nie :D

Ale po burzy zawsze wychodzi słońce :) Dane udało się odzyskać – polecam firmę QDR, która w tym zakresie czyni cuda – wiem, bo sprawdziłam :)

A dziś przy okazji odlotu Rusłana, pół dnia spędziłam na lotnisku, wróciwszy do tego, co tygrysy lubią najbardziej, fotografowania samolotów w doborowym towarzystwie i świetnej atmosferze. A AN-124 zmobilizował mnie nawet (lol) do wpisu – zapraszam do galerii :)