Niedawno przyszedł czas na odnowienie domeny i zrobiłam rachunek sumienia. Poprzednie dwa wpisy w lipcu. Wcześniej jeden w czerwcu. A jeszcze wcześniej … w lutym. Mistrzynią blogosfery to ja nie jestem :-D

Ale też nie taki mam cel. Gdy zakładałam bloga, chciałam po prostu pokazywać moje spojrzenie na samoloty. Od czasu początków tej strony przeszłam zresztą niemałą ewolucję, zarówno jeśli chodzi o podejście do fotografii, jak i o warsztat. Szczerze mówiąc w tej chwili nie interesują mnie już częste wizyty pod jednym płotem i robienie zdjęć tych samych samolotów w takich samych ujęciach. Więcej satysfakcji dają mi zdjęcia ciekawych maszyn, niestandardowe kadry. Choć nadal zadzieram głowę, gdy słyszę charakterystyczny dźwięk silników, nieważne jak typowego benka :-)

Zdjęć nadal robię dość dużo, ale nie mam presji, aby je od razu pokazywać. Nie mam też czasu. Przejrzenie, obróbka i publikacja wymagają go trochę, a mam inne hobby, życie prywatne, pracę. A że publikacja w necie i lajki nie są moim priorytetem … to zdjęcia głównie lądowały w folderze DO OBROBIENIA.

Przy okazji rachunku sumienia zupełnie na poważnie rozważałam skasowanie tej strony. Skoro tak rzadko publikuję, może warto się oczyścić z niepotrzebnego bytu. Finalnie postanowiłam jednak dać jej (i sobie) jeszcze jedną szansę. To, co na niej jest, to mój dorobek. Nie chcę go tak po prostu porzucić. Poddać się. Ale też, jeśli nie uda mi się w ciągu najbliższego roku publikować regularnie, już jej nie odnowię.

Po przemyśleniu wprowadziłam też inne zmiany. Folder ZDJĘCIA DO ZROBIENIA zniknął. Poprzenosiłam zapisane w nim wcześniej foldery ze zdjęciami z różnych wypraw do katalogów w podziale na lata zrobienia. Wrócę do nich … albo i nie. Skoro tyle czekają na przejrzenie, obrobienie i publikację, nie ma to znaczenia. A ja nie chcę czuć żadnej presji. Nawet od siebie samej. Inspiracją stał się minimalizm. To nie tylko stosunek do rzeczy, ale także sposób życia, podejścia do wielu tematów. Także do fotografii. W tej dziedzinie, jak w innych aspektach przedkładam jakość nad ilością. A kto śledzi mojego bloga, wie, że nie od dziś chodzę własnymi ścieżkami.

A z zaległości przepiękny mocny samolot sprowadzony w tym roku do Polski przez parę pilotów – entuzjastów historii lotnictwa. Jak-3U, piękno i moc, czyli to, co lubię najbardziej, w czystej postaci. No chyba, że akurat chlapnie olejem ;-)