Styczeń wcale nie musi być zimny i ponury. Wystarczy polecieć gdzieś, gdzie jest cały czas około 30 stopni a oczy cieszy przepiękna architektura i jeszcze piękniejsze krajobrazy, a przede wszystkim nasycona zieleń :) a także … malowania linii lotniczych, które zbyt często nie odwiedzają naszej części globu.

Czyli wakacje wakacjami a spotting musi być. Tym razem nie z balkonu, a przez szybę terminala, co wymagało pewnej korekty niebieskiego przy obróbce ;-) Ale nie mogłam odpuścić sobie takiej okazji, gdy tuż przed nosem co chwila kołowały maszyny egzotycznych linii lotniczych. Po dojściu do bramki przywitał nas Dreamliner w malowaniu Thai Airways, a potem już było tylko lepiej :)

Wreszcie udało mi się złapać pasażerską maszynę China Airlines, z moim ukochanym kwiatkiem na stateczniku pionowym. Urzekło mnie też malowanie Batik Air (jak i same wyroby z batiku, które miałam okazję podziwiać kilka dni wcześniej). Pojawiło się także kilka lokalnych low-costów, ale prym wiodła – jakżeby inaczej – Garuda Indonesia. W ramach ciekawostki z Australii przyleciało … B737 Virgin. Samolot może zwykły, ale niezwykły był fakt, że jesteśmy w miejscu, gdzie do Australii jest tak blisko, że mały benek daje radę ;-) Jakby było mało, jako wisienkę na torcie dostaliśmy retro livery Malaysia Airlines :-D

A potem nadszedł czas na boarding i powrót do domu. Załadowanie grubo ponad 300 osób zajęło godzinę, ale Qatar nie zaliczył (podczas żadnego z czterech lotów, jakimi z nimi lecieliśmy) ani pół minuty opóźnienia, a serwis był super. Po raz pierwszy w życiu wysiadłam z samolotu najedzona ;-) Na marginesie, podczas tej wycieczki leciałam też liniami Air Asia i City Link. Maszyny nie były już tak nowiusieńkie i wyglancowane jak Qatarowe, ale moje wątpliwości co do latania z lokalnymi azjatyckimi przewoźnikami uważam teraz za zupełnie nieuzasadnione :-) I jak tu nie kochać podróży?