Samolot gaśniczy podczas rzeczywistej walki z żywiołem po raz pierwszy miałam okazję podziwiać pięć lat temu w Chorwacji. Już wtedy, choć pożar był relatywnie mały, biegłam z aparatem w ręku w przeciwną stronę, niż inni ;-)

Tegoroczne lato dowiodło, że tego typu wspomnienia z wakacji stają się u mnie pewną tradycją :-D Dym na wzgórzach zauważyliśmy taplając się radośnie w Morzu Jońskim. Po pewnym czasie obok dymu dało się zauważyć języki ognia. Wtedy już nie czekaliśmy dłużej, szybko zakończyliśmy pływanie, wsiedliśmy w auto i rozpoczęliśmy poszukiwania najlepszego miejsca do uchwycenia zmagań strażackich.

Ten pożar był znacznie rozleglejszy, mimo długotrwałej akcji gaśniczej wzgórza płonęły zresztą jeszcze w nocy, przydając nocnym zabawom w wakacyjnej miejscowości niesamowitej scenerii. Sama akcja w wykonaniu Canadairów, wspomaganych przez chwilę także przez Dromadery, była spektakularnym widowiskiem. Gdyby nie to, że tego typu sytuacje zawsze wiążą się z czyimś nieszczęściem, stratą lub wysiłkiem, podczas kolejnego wyjazdu prosiłabym o powtórkę :-)

Przyznaję się, że trudno było mi wybrać kilka zdjęć do pokazania. Galeria jest więc dość obfita ;-) , ale właśnie sekwencja poszczególnych kadrów najlepiej oddaje z jak trudnym i niebezpiecznym zadaniem przyszło się zmierzyć pilotom.