Wiem, wiem, był i to już nie raz :-) Ale co ja na to poradzę, że jest piękny i że go uwielbiam? Huczy aż miło, a jak startuje, idą ciary, wygląda … wiadomo jak ;-) więc to ulubieniec wszystkich kobiet, ale nie tylko. Jest po prostu niekwestionowanym królem warszawskiego Okęcia.

Ostatnio zapozował w pięknym wieczornym świetle. I zadymił odpowiednio. On naprawdę zachowuje się jak prawdziwa gwiazda, wie, że go podziwiamy, wie, jak się pokazać :-)

No dobrze. Personalizuję. Ale to przepiękny samolot, szkoda, że tak mało ich lata. Podobno mniej ekonomiczny przy pasażerskich połączeniach niż konkurencyjne modele. Wiadomo, decyzji o składzie floty raczej nie dyktuje sentyment ;-)

Ja też jakiś czas temu poszłam na kompromis i zrezygnowałam z kosztowego, choć ukochanego saaba na rzecz mniej awaryjnego pobratymca. Ale kompromis ma swoje granice. Musi być benzyna i bynajmniej nie pali 6/100. Ma inne zalety B-) A do kochania mam motocykl, który z rozsądkiem i brakiem kosztów nie ma już w ogóle nic wspólnego. Ale to jest właśnie miłość :-) I tak wracamy do MD-11. Zapraszam do zdjęć :-)