Jak zawsze, gdy prywatnie wyjeżdżam w jakieś ciekawe miejsce, muszę skończyć … no lokalnym lotnisku z aparatem w ręce :) Przed wyjazdem długo zastanawiałam się, czy brać ze sobą tele (limit bagażu w czarterze straszył mnie po nocach ;-) ) W końcu, uzyskawszy od Juniora solenną obietnicę użyczenia mi swojego (hmmmm…. a tak całkiem niedawno mojego ;-) ) obiektywu, zabrałam ze sobą tylko spacerówkę. Przeszła mi nawet przez głowę myśl, czy na spotting będzie czas … oczywiście znalazł się jak najbardziej. Możliwości przyfocenia tylu nie widywanych u nas malowań po prostu nie mogłam sobie odpuścić.

Tak więc dziś wpis będzie nietypowy. Nie poświęcam go jednemu samolotowi, lecz prezentuję całą galerię spotkanych na Gran Canarii rodzynów. Lokalny spotter doradził mi, gdzie najlepiej foci się rano, a gdzie po południu i trzeba przyznać, że wybrana miejscówka daje możliwość fajnych kadrów, na tle hangarów i palm … Pierwsze zdjęcie może tego nie oddaje, ale we wpisie z Las Palmas samolotu Bintera po prostu nie mogło zabraknąć. To lokalny przewoźnik, którego maszyn operuje tam najwięcej. Dalsze foty pokazują możliwości pięknej wyspy. Nigdy wcześniej nie udało mi się zrobić zdjęcia samolotu na tle … statku :)

Z Juniorem fociliśmy „na 3″. Trzy samoloty on na tele, trzy ja. W chwilach gdy on robił zdjęcia długim, ja używałam kitowej Canonowskiej 135. I też dała radę :) Oczywiście, nie obyło się bez dylematów typu „Mamo, a te trzy efy podchodzące razem liczymy jako jeden, prawda?” :-)

Fot wybrałam tak dużo, że podzieliłam wpis na dwie części. Dziś odsłona numer 1. Zapraszam :)