Tak to w życiu bywa: walizka spakowana, paznokcie zrobione ;-) a rano przed lotem człowiek zamiast na lotnisku ląduje na ostrym dyżurze. I polecieli beze mnie :) Aczkolwiek, miło mnie w sumie zaskoczyła Alitalia, bo aż dzwonili, czy pasażerka leci, bo czekają :) Niemal słyszę jak w terminalu niosło się „Ms …, please urgently proceed to gate number …” a nazwisko mam długaśne, więc łatwo nie było :) Troszkę mam teraz wyrzutów sumienia w stosunku do pasażerów, którzy lecieli tym lotem, bo zdaje się złapali lekkie opóźnienie ;-)

A wszystko dlatego, że zrobiłam check-in on line już poprzedniego dnia, zupełnie nie spodziewając się armagedonu, który nastąpił, a jak tenże nastąpił, zupełnie nie miałam głowy, by odprawę anulować. Tak to czasem niewątpliwe ułatwienia techniczne potrafią dać nieoczekiwany efekt. W każdym razie na cześć lotu Alitalią, którego nie wykonałam :) , A-320 w barwach tego przewoźnika, sfocony a jakże – z pola Sołtysa.

Wspominając spotting z tej miejscówki pora się radośnie przyznać, że sytuacje, gdy Junior przechwytuje aparat, a mi pozostaje komórka,  przeszły właśnie do historii :) Długo wybierałam, czytałam testy, rozmawiałam z zaprzyjaźnionymi spotterami i oto jest zupełnie nowy zestaw do focenia. W końcu wyszło nowe body i dwa nowe obiektywy na raz, bo zwiększenie zoomu w tele dało efekt dziury na dole, co spowodowało, że konieczne stało się dokupienie spacerówki. Oczywiście pozostałam wierna Canonowi, a wisienką na torcie jest wymarzona eLka :) Teraz, uziemiona w łóżku, zagłębiłam się w instrukcjach, aby jak najlepiej wykorzystać wszystkie możliwości ustawień nowego sprzętu. Wczoraj nad instrukcją zresztą zasnęłam, z aparatem obok w łóżku :) to się nazywa miłość :)

No i mam nadzieję, że zdrowie i pogoda pozwolą mi pochwalić się fotami z nowego zestawu już niedługo …