Gdy w ostatnią niedzielę otworzyłam oczy, nie miałam wątpliwości, co zrobię tuż po porannej kawie. Piękne niebieskie niebo i słoneczko, jakie dawno w Warszawie nie świeciło, a do tego lądowania na 33 i spodziewany B777 linii Emirates. Tak więc torba z aparatem w rękę i jedziemy na „Pole Sołtysa”, czyli jedną z popularnych miejscówek wokół EPWA.

Rolnik uprawiający ten kawałek ziemi pewnie mniej się z tej popularności cieszy ;-) , ale miejsce jest idealne do zdjęć lądowań na 33, zwłaszcza po południu, gdy słońce przesunie się na zachód. Przez ostatnie lata chyba musiał pogodzić się z faktem, że dość regularnie ma na niej gości … Tej stonki nie da się stamtąd wyplenić :) Może kiedyś wpadnie na pomysł baru, odpłatnych leżaków i parasoli, zobaczymy ;-)

Sformułowanie „jedziemy” najprawdopodobniej będzie już dotyczyło wszystkich moich wypraw zdjęciowo-samolotowych i sama to sobie zrobiłam :) Około czterech lat temu było tak:

04.2011

Ale teraz jest już tak (tak tak, canon w ręku Juniora to ten sam, którym focę ja):

02.2015

Przed wyjściem, mając w pamięci niedawną dyskusję pt. „to zdjęcie jest moje, nie mamo, to moje zdjęcie, ależ synku ty robiłeś to i to a ja potem to i to, NIE, TO JEST MOJE. Ok, w takim razie żadne z nas go nie pokaże” ustaliłam zasadę, że pstrykamy na zmianę, po jednej maszynie. Oczywiście, po przyjechaniu na miejsce szybko okazało się, że nie ma zasady bez wyjątków, bo „oooo mój ukochany British, zamienisz się?” :)

Do prawdziwego starcia doszło zaś przed spodziewanym lądowaniem Cargojeta (czyli przez nas obydwoje ukochanego Boeinga 767, moje zdjęcie tu). Ponieważ nie byliśmy pewni, na kogo wypadnie, bo w kolejce było kilka samolotów podchodzących z różnych kierunków i nie było jasne, jak zostaną ustawione przez ATC, dyskusja trwała ładną godzinę. Przeciwko mnie została nawet wytoczona ciężka artyleria w postaci oczu dziecka, przy których kot ze Shreka ma harde spojrzenie, w połączeniu z błagalnym proooooszęęęę :) , coś jak biturbo do silnika ;-) Miałam nawet taką refleksję, że w sumie dobrze, że spóźniliśmy się na Emirata, bo nie wiem, czym by się skończyła wojna o nomen omen trzy siekiery ;-) . Udało się jednak na czas wypracować kompromis, czyli foci dziecię ale odda mi aparat, jak B767 minie linię płotu lotniska … a potem pogodziło nas ATC znienacka kierując samoloty na 29, czyli w oddaleniu od miejsca, w którym staliśmy, czego efekt widać na zdjęciu.

Niemniej udało mi się zrobić kilka zdjęć, w tym A320 w barwach Vueling Airlines, którego do tej pory nie miałam okazji uchwycić, a także niezmiennie zachwycającego linią skrzydeł Dreamlinera. Zdjęcia są klasycznie spotterskie, ale takie jak najbardziej lubię z tej kategorii, czyli od przodu nieco mniej lub bardziej bokiem :)

A gdy już skończyliśmy focenie i wracaliśmy do auta, na koniec długiego pasa zakołował B777 i tak nas pożegnało nasze ulubione lotnisko :) Mi zaś nie pozostało nic innego, jak naprawdę porządnie się rozejrzeć w temacie nowego body, a także szkła, bo szansa, że w razie oddania Juniorowi aparatu z kitowym obiektywem 18-55, nie dostanę reklamacji w komplecie z dużym fochem, jest równa zeru :)