A właściwie już nie spotting … Bo niby prawie w centrum zdjęcia jest samolot, ale ten backlight i kadrowanie bynajmniej na na dwa milimetry od nosa i ogona, nie wspominając o krzakach ;-) Znaczy się zdjęcie na żadną szanującą się galerię spotterską nie wejdzie :) A mi się ten secik podoba i zrobiłam go z premedytacją. Zafascynował mnie klimat podejścia na 33 w zachodzącym słońcu i stał się ważniejszy niż 767 ATI, dla którego w sumie wyleciałam na balkon.

Ostatnio zapanowało coś w rodzaju mody ;-) na blogerskie wpisy o zachowaniach podpłotowych i galerianych (nie mylić ze zwyczajami galerianek, zainteresowanych odsyłam na inne strony, bardziej zbliżone tematyką do rzeczonych ;-) ), to i ja dorzucę swoje pięć groszy, a co! Choć raz będę na fali, a nie jak zawsze, offowo …

Samoloty  fotografuję (nikomu wieku nie wypominając ;-) ) od ładnych paru lat, ale wrzucać swoje „dzieła” na galerie zdecydowałam się dopiero jakieś dwa lata temu. Początkowo sporadycznie, z czasem bardziej intensywnie, wraz z nabieraniem umiejętności. Bo właśnie wrzucanie na galerię nauczyło mnie reguł tworzenia zdjęć spotterskich. Dzięki ludziom, którzy oceniali, odrzucali, ale mówili, co poprawić :) a później przyjmowali moje foty, nauczyłam się bardzo wiele.

Dla mnie sprawa jest prosta, jeśli chcesz publikować na galerii, czyli de facto czyjejś stronie, na której obowiązują określone zasady przyjmowania zdjęć, musisz się do tych zasad stosować. Jeśli chcesz publikować to, co podoba się tobie, albo po prostu wszystko, co spłynie ci z matrycy, pora na własną stronę lub portale społecznościowe. I wiadomo, że screenerzy są różni. Jedni rzetelni, oddani temu, co robią i obiektywni, mający na uwadze, aby na ich stronę wchodziły najlepsze i najładniejsze zdjęcia a inni screenujący zależnie od humoru albo własnych sympatii/antypatii, co zazwyczaj idzie w parze z przekonaniem o absolutnej nieomylności. Ale nie oznacza to, że screening to zło wcielone i wróg każdego spottera. Oprócz tego, że jeśli wrzucasz do kogoś, to ten ktoś ma prawo cię ocenić, to wystarczy spojrzeć na profesjonalne galerie spotterskie. Na widok umieszczanych tam perełek od razu samemu chce się robić coraz lepsze zdjęcia.

A mimo to, a może właśnie dlatego :) mam coś w rodzaju kryzysu twórczego ;-) i ochotę na coś więcej niż kolejne zdjęcie bokiem, choćby najlepsze technicznie i bynajmniej nie z Embraerem w roli głównej. Na początku robiłam zdjęcia dla czystej przyjemności uchwycenia piękna maszyny w locie. Potem naumiałam się robić zdjęcia według zasad spottingu. A od jakiegoś czasu szukam innych ujęć, kadrowań, klimatu.

I właśnie po to mam swoją stronę, aby na niej pokazywać różki diabełka :-D , czyli większe marginesy dające zagrać tłu, dymki, półcienie, poświaty, backlighty i inne grzechy śmiertelne prawdziwego spottera ;-) , które dla mnie są szukaniem w spottingu czegoś innego :) hmm nazywając rzeczy po imieniu, po prostu … fotografii. Ja chyba zawsze będę chodzić własnymi ścieżkami :)